PROPOZYCJE WYCIECZEK

Kletno

WYCIECZKA DO SCHRONISKA PTTK I NA SZCZYT ŚNIEŻNIKA

Wzdłuż całego Kletna wiedzie żółty szlak turystyczny, który przybył tu ze Stronia Śląskiego i prowadzi dalej wąską doliną ku największej górskiej kulminacji. Szczyt Śnieżnika, mający wysokość 1425 m n.p.m., stanowi centralną część masywu, od którego, jak ramiona-macki ośmiornicy, rozchodzą się kolejne pasma górskie. Między dwa z tych ramion wciśnięta jest właśnie dolina z wioską Kletno.

Wybieramy się pod górę. Idąc ku Śnieżnikowi po lewej ręce będziemy mieli ramię wyciągające się na północ w kierunku Stronia Śląskiego, utworzone kolejno przez Stromą, Porębek i Młyńsko. Zaś wszystko to, co będziemy mijali po prawej, to potężna „macka” Śnieżnika, która usiłuje dosięgnąć odległego o kilkadziesiąt kilometrów Kłodzka. Zaczyna się Żmijowcem, odbija nieco ku północnemu -wschodowi ku Jaworowej Kopie i Czarnej Górze. Dalej, za Przełęczą Puchaczówka, ramię to nosi odrębną nazwą Gór Krowiarek.

Nasz żółty szlak, który dotąd lekko prowadził przez wieś, dochodzi do Jaskini Niedźwiedziej, za którą nieodwołalnie schodzi z wyasfaltowanej drogi, po to, aby wspinać się pod prąd huczącego potoku Kleśnica. Wspinaczka przebiegać będzie wzdłuż stoku wąkiej doliny, która nosi tu nazwą Gęsiej Gardzieli. Mozolność trasy osładzać nam będzie widok na przeciwległe zbocze, które w miarę nabierania przez nas wysokości odsłania się coraz piękniej.

Idąc po górę warto zaobserwować pewną rzecz. W czasie wspinaczki na Śnieżnik bardzo dobrze będzie widoczny podział roślinności na poszczególne piętra. Spod jaskini wędruje się przez partie lasu regla dolnego. W Gęsiej Gardzieli wejdziemy stopniowo w regiel górny, a w okolicy schroniska mijać będziemy kosodrzewinę i karłowate świerki. Na samym szczycie występuje halizna – naturalna łąka górska. Po drodze zauważymy też wyraźne zaostrzenie mikroklimatu – powietrze staje się ostrzejsze i bardziej nasycone wilgocią. Zimą w Gęsiej Gardzieli będziemy z całą pewnością przeciskali się przez zaspy, choćby w dolinach nie było ani śladu śniegu.

Blisko godzinne drapanie się w górę dobije nas jeszcze w końcowym odcinku, krótkim, ale bardzo stromym podejściem. Wytrwałych czeka za to nagroda – na skrzyżowaniu szlaków stoją ławeczki i drewniana wiata, dobre na odpoczynek i drugie śniadanie. Gdy już trochę zregenerujemy siły możemy wyruszyć dalej. Kwadrans (zimą pół godziny) po lekkiej drodze wystarczy na dojście do schroniska. Nasz żółty szlak przy nim się kończy. Po forsownej trasie wszyscy z ulgą wchodzą do środka i nie odpuszczą sobie przyjemności wypicia tu herbaty, zwłaszcza, że czeka nas jeszcze szturm na szczyt.

Zainteresowanych ewentualnym pobytem w schronisku podajemy dane:

  • Schronisko PTTK „Na Śnieżniku”
  • 57-514 Międzygórze
  • tel.: +48 74 813 51 30
  • www.snieznik.hg.pl
  • 58 miejsc, 15-25 zł za dobę.

Budynek, w którym mieści się obecne schronisko ma długą historię. Na początku XIX w. właściciel ówczesnych dóbr hr. von Magnis zbudował tu dużą fermę mleczną. Znajdowała się w miejscu dzisiejszego schroniska i nazwaną ją „Szwajcarką” (niem. Schweizerhaus), gdyż osiedlono tu autentycznego Szwajcara. Nazwa ta na trwałe związała się z tym miejscem. Z racji częstych odwiedzin wędrowców wybierających się na szczyt, w jednym z pomieszczeń utrzymywano nawet miejsca do spania oraz oferowano jedzenie.

W 1837 r. właścicielką dóbr stała się królewna Marianna Orańska. Ta niezwykle barwna postać przysłużyła się całej okolicy rozkwitem gospodarczym. Za jej to przyczyną w 1871 r. wzniesiono w szwajcarskim stylu budynek obecnego schroniska, jako gospodę turystyczną. Mariannę, będącą wtedy już w podeszłym wieku wniesiono na otwarcie gospody w lektyce. Było tu 11 pokoi i ok. 50 miejsc noclegowych oraz dużą jadalnię. Z niewielkimi przeróbkami budynek stoi i służy turystom do dzisiaj. Zainteresowanych romantyczną historią Marianny Orańskiej odsyłamy do innej opowieści w tym rozdziale – „Puszcza Jaworowa i domek myśliwski królewny Marianny”

Od opowiastki historycznej wracamy do opisu trasy na szczyt. Droga na Śnieżnik prowadzi zielonym szlakiem. Łapiemy go pod schroniskiem kierując się od razu w górę. Podejście początkowo dość łatwe przechodzi w coraz bardziej strome i zanim po około0 20 minutach zdołamy się wdrapać na górę, nieźle się zasapiemy. Częściowo przebiega wzdłuż granicy państwowej i dlatego należy uważać, by nie zboczyć ze ścieżki. Cały obszar pod szczytem to ponadto ścisły rezerwat przyrody i do dobrego obyczaju należy uszanowanie tego miejsca i poruszanie się po wyznaczonych ścieżkach.

Widok wynagrodzi nam wszystko. Z kopulastego wierzchołka w pogodne dni widać całą Kotlinę Kłodzką oraz czeskie Morawy po drugiej stronie granicy. Zachęcam do wyciągnięcia mapy okolicy i porównanie jej z otaczającym pejzażem.

W najwyższym punkcie szczytu nie trudno zauważyć kamienne gruzowisko. To pozostałości po starej wieży, która stała tu jeszcze w latach 70-tych (patrz foto). Wzniesiona została w latach 1895-99 z inicjatywy Glatzer Gebirgsverein (GGV – Kłodzkie Towarzystwo Górskie) i miała służyć podniesieniu atrakcyjności wycieczek na szczyt. Potężna konstrukcja nawiązująca do modnego wówczas romantycznego stylu naśladującego średniowiecze, miała 6 kondygnacji i wysokość 33,5 m. Z czasem nadano jej imię cesarza Fryderyka Wilhelma II i dobudowano budynek mieszczący małe schronisko.

Po wojnie wieża nie miała swojego opiekuna przez co sukcesywnie niszczała. Rozsypująca się konstrukcja zagrażała bezpieczeństwu i wobec braku środków na jej remont 11 października 1973 r. wysadzono ją w powietrze. Do dziś trwają dyskusje, czy nie warto jej odbudować. Skromnym zdaniem autora tego tekstu Śnieżnikowi niczego nie brakuje, a sztuczne podwyższanie szczytu to tylko działanie w stylu Disneylandu.

Po nasyceniu wzroku widokami wypada zejść ku dolinom. Wracamy ta samą trasą, najpierw do schroniska PTTK, potem żółtym szlakiem do Kletna na zasłużony posiłek, który po powrocie z gór zawsze smakuje lepiej.

DO BOLESŁAWOWA I DO ŚPIĄCYCH APOSTOŁÓW NA GÓRZE OLIWNEJ

Na początku wycieczki czeka nas przejście przez górkę do sąsiedniej wsi. W Kletnie docieramy najpierw do przystanku PKS, tego pierwszego licząc od Stronia. Miejscowych możemy też zapytać o miejsce, gdzie dawniej był wyciąg narciarski. Tutaj odnajdujemy polną drogę, która przechodzi przez mostek na Kleśnicy i kieruje się w górę przecinając północny stok Młyńska. Spacerowym tempem wspinanie się nie powinno nam zająć więcej niż kwadrans. Podczas odpoczynku na górze możemy obejrzeć panoramę na dwie doliny po obydwu stronach góry oraz nieco dalej na Stronie Śląskie.

Cel naszej wędrówki to leżąca po drugiej stronie góry wieś Bolesławów – dobrze widoczna, z charakterystyczną wieżą kościoła i ciasną zabudową małego rynku. Niektórzy mogą być zdziwieni, bo jak na wieś, jest to dość nietypowy układ domów. Miejscowi mogą wyjaśnić tą zagadkę – Bolesławów, dawniej Wilhelmsthal, był kiedyś miasteczkiem. W roku 1581 cesarz Rudolf II wydał królewskiemu mincerzowi Wilhelmowi von Oppersdorfowi z Pragi przywilej założenia w tym miejscu wolnego miasta górniczego. Na bazie odkrytych tu srebronośnych rud galeny rozwinął się ośrodek górniczy. Rozwój miasteczka trwał do wojny 30-letniej, w czasie której okolicę dwukrotnie spustoszyły wojska szwedzkie. Bolesławów nie podniósł się po niej z upadku i przejęty do dóbr królewskich, pozostał małym miasteczkiem. Do dzisiejszych czasów dotrwał już jako letniskowo-rolnicza wieś malowniczo położona w widłach dwóch potoków wokół góry Zawady.

Schodzimy na dół polną drogą, dochodząc do pętli przystanku autobusowego. Stąd kierujemy się w brukowaną pochyłą uliczkę. Po lewej miniemy kamienną figurę świętego Jana Nepomucena – charakterystycznego i bardzo często spotykanego na Dolnym Śląsku. Po chwili dojdziemy do widzianego wcześniej z góry rynku. Tutaj warto zwrócić uwagę na stojącą wśród drzew grupę figuralną. Przedstawiony na niej św. Franciszek Ksawery w otoczeniu aniołków został postawiony w 1715 r. Dramatyczne płaskorzeźby na cokole i memento mori zdradzają, że postawiono go tu po tragicznych wydarzeniach. Okolicę tą w 1714 r. nawiedziła zaraza.

Kontynuując nasz spacer kierujemy się ku widocznej z daleka wieży kościoła. Barokowa budowla świątyni pochodzi z 1672 r. i stoi na miejscu starszej gotycko-renesansowej. Jest to filialny kościół pw. św. Józefa Oblata. Zbudowany zgodnie z orientacją wschód-zachód, jednonawowy, z bardzo bogatym wyposażeniem. Przechodząc obok warto sprawdzić, czy jest właśnie otwarty. We wnętrzu znajduje m.in. ołtarz boczny dłuta Michaela Klaha – słynnego śląskiego rzeźbiarza doby baroku. Jeżeli nie dostaniemy się do wnętrza, to warto dokładnie obejrzeć bryłę kościoła. Według widocznego na fasadzie zegara słonecznego możemy przy okazji wyregulować swój zegarek. Na przykościelnym cmentarzu jest także lapidarium starych poniemieckich nagrobków.

Dalsza część naszej drogi wiedzie w górę. Zostawiamy kościół po prawej stronie. Chwytamy się żółtego szlaku turystycznego i pniemy się coraz bardziej stromą dróżką między domami. Naszym celem jest grupa drzew położona na wzniesieniu, na stoku Zawady. Drogę do niej wyznaczają cementowe krzyże – dziś już częściowo zniszczone. Nasza dróżka prowadzi najpierw lekkim skosem w lewo, aby po kilkuset metrach skręcić dość ostro w prawo, ku widocznej już wyraźnie kępie. Pomiędzy starymi drzewami na pagórku dostrzeżemy kamienne postacie.

Łukasz ewangelista i chyba po części poeta, tak pisał: Potem wyszedł i udał się, według zwyczaju, na Górę Oliwną; towarzyszyli Mu także uczniowie. Gdy przyszedł na miejsce, rzekł do nich: «Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie». A sam oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się tymi słowami: «Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie»! Wtedy ukazał Mu się anioł z nieba i umacniał Go. Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię. Gdy wstał od modlitwy i przyszedł do uczniów, zastał ich śpiących ze smutku. [Łk 22,39-45]W kamiennym Ogrójcu apostołowie ciągle jeszcze śpią. Szymon Piotr jeszcze ściska miecz, którym później obetnie ucho jednemu z napastników. Jeszcze nie odleciał anioł-posłannik. Między drzewami Chrystus klęczy skupiony na modlitwie przed ostateczną podróżą.

Droga, którą tu przyszliśmy jest bardzo stara i wiedzie ku położonej wyżej przełęczy, a dalej ku Morawom. Kamienny Ogrójec był miejscem, przy którym wędrowcy wybierający się w daleką podróż, żegnając się z rodzinnymi stronami. Być może kamienny Chrystus dawał im nadzieję, której potrzeba tym, którzy wyruszają w nieznane. Stąd na pewno zabierali ostatnie spojrzenie na dolinę po tej stronie gór.

HUTA SZKŁA KRYSZTAŁOWEGO „VIOLETTA” W STRONIU ŚLĄSKIM

Przemysł szklarski na Ziemi Kłodzkiej sięga tradycjami dawnej historii, bo nawet czasów średniowiecza. Historia huty w Stroniu zaczęła się w 1864 r. Franc Losky odkupił od królewny Marianny Orańskiej, właścicielki okolicznych dóbr, teren, na którym wiek wcześniej istniała stara huta i wybudował nowoczesny zakład. W „Oranienhute”, bo taką nosiła wtedy nazwę, produkowano ręcznie zdobione wyroby ze szkła do końca II wojny światowej.
Wznowiono tu produkcję już w 1946 r. Początkowo niewielki zakład produkował na małą skalę szkło laboratoryjne. Po 1953 r. rozpoczęto wytapianie szkła ołowiowego, czyli popularnie zwanych „kryształów”. Produkcja ta, w rozbudowanym znacznie zakładzie, trwa do dziś. Huta produkuje według własnych, oryginalnych wzorów, a większość stanowią efektowne, ręcznie zdobione wyroby.
Zwiedzając hutę z przewodnikiem z PTTK zobaczymy widowiskowy, naszym zdaniem, proces technologiczny – od wytopu masy szklanej, przez dmuchanie i formowanie wyrobów, aż do ręcznego ich zdobienia. Gotowe wazony, puchary, karafki itp. są do kupienia w sklepie firmowym na parterze biurowca HSK „Violetta”. Tam też obejrzymy aktualnie produkowany asortyment oraz małą wystawę historyczną.

Wycieczka z dojazdem. Dojazd samochodem do Stronia Śl. (7 km). Czas na zwiedzanie ok. 1 h można połączyć z zakupami lub zwiedzaniem innych miejsc w okolicach Stronia. Wstęp do huty organizuje miejscowy oddział PTTK. Uwaga: huta to zakład produkcyjny i w związku z tym w grę wchodzą tylko wizyty w dni robocze.

MUZEUM MINERAŁÓW W STRONIU ŚLĄSKIM

Wizytę najlepiej połączyć z zakupami lub zwiedzaniem innych miejsc w okolicach Stronia. Dobrym edukacyjnym uzupełnieniem wycieczki do Jaskini Niedźwiedziej jest naszym zdaniem wizyta w niewielkim Muzeum Minerałów w Stroniu Śl. Obejrzycie tam ciekawą ekspozycję minerałów z całego świata, m.in. aragonit, jaspis, agaty, różę pustyni różnokolorowe odmiany kwarcu, takie jak ametyst, kryształ górski, morion i wiele innych. Przy wystawie funkcjonuje sklepik z kamieniami oraz galanterią wykonaną z kamieni półszlachetnych.
Muzeum mieści się przy Kościuszki 40 – głównej ulicy miasta. Jest czynna od 10:00 do 18:00 cały tydzień za wyjątkiem poniedziałków i czwartków, a wstęp kosztuje 5 zł dla dorosłych i 2 zł dla młodzieży i dzieci. Telefon: +48 74 814 20 21.

Wycieczka z dojazdem. Dojazd samochodem lub autobusem do Stronia Śl. (7 km). Czas zwiedzania ok. 15 min.

SMOK SPALONY NA ŁYŚCU I SKAŁA TRZY SIOSTRY

Pewnie nie wiecie, że Kraków nie ma wyłącznego patentu na Szewczyka Dratewkę. Jeżeli zechcesz zobaczyć miejsce, gdzie dokonano eksterminacji jednego z ostatnich przedstawicieli gatunku smoków drapieżnych (dragonus bestialis S.) chodź z nami na kolejną wycieczkę. Oglądania smoczych kości nie gwarantujemy, ale jakież widoki ze szczytu!
Góra ta o niezalesionym od stuleci wierzchołku nie jest zbyt wysoka – tylko 963 m n.p.m. Góruje jednak nad większością okolicznych dolin a widoku nie przesłania żaden inny szczyt. Legenda z nią związana mówi smoku, który mieszkając na szczycie napadał na okoliczne wsie porywając ludzi i bydło. Śmiałkiem, który znalazł na niego sposób był ponoć sołtys leżącego u stóp góry Goszowa. Nakarmił najpierw smoka krową faszerowaną siarką, a potem wraz z mieszkańcami podpalił las wokół szczytu. Bestia spłonęła ale odtąd na Łyścu nie chce wyrosnąć żadne drzewo – o czym możemy przekonać się naocznie.
Na miejsce smoczej kaźni możemy dotrzeć dwojako. Żółty szlak turystyczny możemy chwytamy albo w Bielicach albo w Stroniu Śląskim. Doprowadzi on nas przez Góry Bialskie na Przełęcz Dział, na wysokość 922 m n.p.m. Stamtąd wybrać należy nieoznaczoną ścieżkę ku leżącym od północnej strony szczytom. Po około 20 minutach niezbyt forsownego wspinania się (latem droga trwa trochę dłużej – jagody) dotrzemy najpierw na Gołogórę (970 m n.p.m.) a kawałek dalej na Łysiec. Na tym drugim szczycie będzie fajna do posiedzenia i kontemplowania krajobrazu skałka.
Jeżeli pomyszkujemy trochę w okolicy szczytu, to na pewno znajdziemy miejsce, z którego dostrzec można ciekawą grupę skał. Ponad wierzchołki świerków na zboczu wystaje potrójna grupa wysokich skałek nazywanych Trzy Siostry. To do nich postaramy się dotrzeć w następnej kolejności. Proponujemy wrócić na Przełęcz Dział i stamtąd bezproblemowo niebieskim szlakiem dotrzeć do stóp skał. Odważniejsi mogą spróbować na szagę ze szczytu do Trzech Sióstr dostać się przechodząc najpierw przez wykroty, później młodnik a dalej stary las.
Wycieczkę kończymy schodząc dalej niebieskim szlakiem ku nieodległej wsi Stary Gierałtów.

Wycieczka piesza. Trasa z Goszowa żółtym i niebieskim szlakiem turystycznym do Starego Gierałtowa. Latem około 4-5 h chodzenia nie licząc powrotu.

RUINY ZAMKU KARPIEŃ I FEUDALNE PAŃSTEWKO KARPIEŃSKIE

Trasa najpierw drogą do nowego Gierałtowa (12 km samochodem lub autobusem) i dalej szlakami turystycznymi – czerwonym, zielonym i niebieskim. Wycieczka całodniowa.

Przyjezdni nie wiedzą, a miejscowi tylko niektórzy zdają sobie sprawę z tego, że w czasach średniowiecza okoliczne ziemie stanowiły odrębną państwowość obejmującą mniej więcej teren gmin Stronie i Lądek. Ani jedno, ani drugie miasto nie były jednak stolicą państewka. Był nim zamek, górujący nad całą okolicą w pobliżu nieistniejącej dziś wsi Karpno. Ruiny zamku będą celem naszej kolejnej wycieczki.
Zaczynamy w Starym Gierałtowie, od przystanku PKS obok schroniska „Bialska Jarmilka”. Tutaj złapiemy początek czerwonego szlaku. Nasza trasa cofa się trochę w kierunku Bielic, przechodzi przez mostek i pnie się pod górę do Przełęczy Gierałtowskiej. Droga, którą idziemy była dawniej odnogą traktu prowadzącego na Morawy. W Gierałtowie ulokowany był punkt graniczny państewka karpieńskiego, czyli kobylica strzeżony przez niewielki gródek. Jeżeli spojrzymy do tyłu, na góry po drugiej stronie doliny, zobaczymy dwa wzniesienia: po prawej Chłopską Kopę i Gierałtowską Kopę po lewej. Z przełęczy pomiędzy nimi spływa potok Kobylica. W niemieckiej nazwie potoku Koblitz Bach również zachował się ślad dawnej funkcji tego miejsca.
My wspinamy się jednak dalej. Po kilku minutach wędrówki czerwony szlak spotka się z zielonym. Nadłożymy trochę drogi, kierując się w prawo ku przełęczy. Po kilku minutach miniemy początkowy punkt czerwonego szlaku i pójdziemy dalej zielonym. Dochodzimy wreszcie do granicy państwa na Przełęczy Gierałtowskiej. Nie trzeba przechodzić na drugą stronę, aby dostrzec pierwsze zabudowania czeskiej wsi Hraničky. Zainteresowanych wędrówką po Czechach informujemy, że jest taka możliwość, ale nie tędy, lecz kilkanaście kilometrów dalej, na znajdującej się nad Lądkiem Zdrojem przełęczy. Funkcjonuje tam turystyczne przejście graniczne. Szczegóły oraz warunki przekraczania granicy opisujemy w dalszych punktach tego rozdziału („Javorník po czeskiej stronie Gór Złotych”). Po obejrzeniu tego miejsca schodzimy tą samą drogą, którą przyszliśmy. W mijanym po drodze schronie możemy zrobić sobie krótki postój.
W dalszej drodze znowu łapiemy się szlaku turystycznego, tym razem zielonego. Przed nami około 2 km wędrówki głownie przez las, wzdłuż pasma Gór Złotych i granicy państwa, trawersująca z lewej strony zbocze Czernika (825 m n.p.m.).
Po ponad godzinnym marszu od Przełęczy Gierałtowskiej szlak wchodzi na leśną drogę, ale wyasfaltowaną i po ok. 1 km skręci z niej w lewo pnąc się na stok góry Karpiak. Na jej szczycie znajdziemy ruiny, będące celem naszej wędrówki.
Teraz mała dygresja historyczna. Operające się tylko na przypuszczeniach teorie datują powstanie pierwszego grodu w tym miejscu na XIII wiek i przypisują jego założenie wędrującemu wtedy przez Europę niezbadanemu plemieniu Chrobatów. Nie wiadomo też, czy prawdą jest hipoteza, że Bolesław Chrobry wyprawiający się na podbój Czech przebywał w drewnianym grodku granicznym na szczycie Karpiaka. Pewniejsze przypuszczenia lokują tu pierwszy zamek przed 1200 r. i królowi Czech przypisują jego postawienie.
Pierwszym znanym z nazwiska panem na zamku był Thamo Glubos Starszy (?-1337), lennik króra Jana Luksemburczyka. Ród czeskiego szlachcica posiadał w herbie złotego karpia malowanego na niebieskim polu i stąd wywodzona jest nazwa Karpień (niem. Karpenstein, zajrzyj do słownika w dziale ).
Zamek w XIV i XV w. był siedzibą szlachty władającej państewkiem obejmującym obszar całej Doliny Górnej Białej Lądeckiej i jej dopływów powyżej dzisiejszego Radochowa. Zamek położony w strategicznym miejscu nad rejonami osadniczymi w dolinach strzegł również kilku przełęczy, przez które prowadziły trakty handlowe. U stóp zamku biegnie jeden z ważniejszych, zwany później Solną Drogą.
Pomyślne trwanie państewka trwało półtora wieku. Okres wojen husyckich spustoszył i okolicę i sam zamek. W marcu 1428 r. dokonano najazdu: zamek spalono wówczas po raz pierwszy by dokończyć zniszczeń trzy lata później. Ostatnim panem zamku był Hinko Kruąina, który wykupił z dóbr królewskich zastawioną za długi Ziemię Kłodzką. Człowiek ten mimo szlacheckiego pochodzenia zajmował się rabunkiem i rozbojem, łupiąc regularnie okolicznych mieszkańców i podróżnych na drogach. Przebrał jednak miarę, gdy w 1442 r. najechał i splądrował klasztor w Henrykowie. Wojska połączonych sił miast księstw śląskich rok później najechały w odwecie Karpień, zdobywając go i niszcząc. Sam Hinko jeszcze do 1454 r. dawał się we znaki miejscowej ludności.
Opuszczony, na wpół zrujnowany zamek był do 1513 r. siedliskiem rabusiów, dopóki mieszczanie lądeccy nie przegonili ich stamtąd równając z ziemią zamek ostatecznie. To co dzisiaj tu zobaczymy to w zasadzie same fundamenty i kamienie – ale za to jak bardzo przesycone historią!
Z ruin szlak niebiesko-zielony zaprowadzi nas na krzyżowanie dróg zwane Rozdrożem Zamkowym. Stąd możemy zrobić sobie jeszcze dwa małe wypady: kawałek niebieskim szlakiem na efektowne skały na Trojaku (15 min. drogi, kilka grup wartych obejrzenia) oraz „białą drogą” za strzałkami do leśnego kościółka (10 min. w jedną stronę). Kościółek ten, odremontowany kilka lat temu siłami leśników i myśliwych, jest ostatnią pozostałością nieistniejącej wsi Karpno.
Wracamy szlakiem niebieskim, który po zejściu z Karpiaka, po około 1,5 h marszu sprowadzi nas spowrotem do Doliny Białej Lądeckiej, do Starego Gierałtowa. Do wsi zejdziemy na wysokości szkoły i sklepu spożywczego. Stamtąd możemy wrócić autobusem, umówionym samochodem lub pieszo (ok. 40 min.).

PUSZCZA JAWOROWA I DOMEK MYŚLIWSKI KRÓLEWNY MARIANNY

Dojazd Do Bielic samochodem lub autobusem ze Stronia Śl. (ok. 20 km). Trasa z Bielic zielonym szlakiem turystycznym i drogą leśną. Latem od ostatnich domów we wsi około 2 h w jedną stronę i 45 minut na powrót.

Na górze, przy ostatnich domach Bielic złapiesz początek szlaku, który schodzi tutaj z górującego nad wsią Kowadła. Przed tobą droga do Mekki wyznawców Bielic – osławionej Puszczy Jaworowej.

Szlak idzie najpierw płaskim terenem wzdłuż rzecznej doliny przez teren dawnej wsi Nowa Biela, po której jedynym śladem są niknące coraz bardziej ruiny. Łatwy początek wycieczki to tylko zmyłka. Nieoczekiwanie przy ujściu Czarnego Potoku niewinny zielony szlak skręca w prawo w las po to, aby dać ci teraz w kość. Zanim po 20 minutach pokonasz trawersem to zbocze nieźle się spocisz. Na tym odcinku trasy możemy polecić drugi wariant, świetny latem – zamiast szlakiem pójdź wzdłuż Czarnego Potoku. Gdy dotrzesz nim do drogi skręć w lewo, aż napotkasz szlak.

Wysiłek na szlaku kończy się na górnej drodze zwanej Duktem nad Spławami, powyżej której zaczyna się ścisły rezerwat „Puszcza Śnieżnej Białki”. Proponujemy ci jeszcze do niego nie wchodzić. 50 metrów dalej przy drodze stoi schron turystyczny, w którym możesz zrobić sobie przerwę na kanapki. Przy wejściu do rezerwatu warto zapoznać się też z tablicą informacyjną.

Zanim zaczniemy opis dalszej trasy, mała dygresja z romantyczną opowieścią. Otóż dawno, dawno temu, przed 150 laty Bielice wraz z ziemią od Śnieżnika po Kamieniec Ząbkowicki należały do posiadłości księżniczki Marianny z niderlandzkiego rodu Oranje-Nassau. Postać to bardzo barwna i tragiczna, a jej losy współcześni biografowie porównują do księżny Diany. W młodości wyszła mąż za syna ówczesnego króla Prus, w którym to małżeństwie nie zaznała szczęścia. Lekceważona i zdradzana zakochała się z wzajemnością w wykształconym dworskim koniuszym. Nieślubny syn i niespotykany w tamtych czasach rozwód wywołały skandal w rodzinie królewskiej i spowodowały, że została wygnana z Prus. Zakazano jej nawet kontaktów z dziećmi.

Po kilku latach tułaczki po Europie pod przybranym nazwiskiem hrabiny von Seitenberg osiedliła się tu, niedaleko, w czeskiej obecnie miejscowości Bílá Voda. Nota bene Seitenberg to dawna nazwa dzisiejszego Stronia Śląskiego. Opowieść można by snuć długo, ale przejdźmy do sedna. Zachowanie tego ostatniego reliktu puszczy sudeckiej zawdzięczamy właśnie księżniczce Mariannie. To ona zauroczona miejscem nakazała go zachować w nienaruszonym stanie, a dla siebie wybudować tu domek myśliwski nad Rajskim Źródłem. Puszcza ta nazwana została Paradies, czyli Raj. Wiemy, że bardzo lubiła to miejsce.

W pamięci poddanych pozostała jako wyjątkowo „dobra i hojna”, a jej panowanie zaznaczyło się tutaj rozkwitem gospodarki. Ród księżniczki – Oranjen-Nassau – to dynastia królewska panująca obecnie w Holandii. Pamięć o królewnie trwa w nazwach wielu miejsc na Ziemi Kłodzkiej.

Ale wycieczka jeszcze się nie skończyła. Kręta ścieżka z zielonym szlakiem poprowadzi cię w poprzek rezerwatu. Nie trzeba będzie schodzić ze szlaku, żeby podziwiać niesamowite widoki oraz wiekowe, kilkusetletnie drzewa. Niestety po domku myśliwskim pozostały tylko resztki fundamentów, które napotkasz przy szlaku. W latach 50-tych przeszkadzał on WOP-istom.

Za zielonymi znakami dotrzesz do granicy polsko-czeskiej. Stąd po chwili odpoczynku wrócisz tą samą ścieżką do drogi. Dalej możesz wracać do Bielic tym samym szlakiem. Zaproponujemy ci jednak trochę inną trasę. Zejdź drogą, która biegnie pod rezerwatem. Jeżeli będziesz się jej konsekwentnie trzymał, a na każdym z dwóch skrzyżowań będziesz skręcał w prawo, to po około 20 minutach marszu trafisz na miejsce nad Białą Lądecką, które już znasz, kawałek za ostatnimi domami Bielic.

UZDROWISKO I MIASTO LĄDEK ZDRÓJ

Wycieczka z dojazdem. Dojazd samochodem do Lądka Zdroju (14 km). Czas na zwiedzanie różnych miejsc w mieście ok. 2 godziny.

Lądek Zdrój z dumą mówi o sobie, że jest najstarszym uzdrowiskiem w Polsce. Miasteczko niewielkie, niespełna dziesięciotysięczne, podzielone jest na dwie części – miejską, z rynkiem, ratuszem i osiedlem bloków mieszkalnych oraz zdrojową, w której mieści się gros pensjonatów, hoteli, sanatoriów i zakładów przyrodoleczniczych.

Zaczynamy od miasta. To co może zaciekawić turystów zwiedzających część miejską, to rynek (niestety aktualnie rozkopany) z kilkoma interesującymi kamieniczkami, neoromantycznym ratuszem, pręgierzem oraz barokowym pomnikiem Świętej Trójcy. Natrafimy tu na ślady twórczości Michaela Klahra – urodzonego w Bielicach wybitnego rzeźbiarza doby baroku. Jego dziełem jest wspomniany pomnik Świętej Trójcy, płaskorzeźba Madonny na elewacji kamieniczki Rynek 1 oraz kilka rzeźba Ukrzyżowania z pobliskiego kościoła parafialnego. Kościół warto zwiedzić również z uwagi na interesujące freski w prezbiterium i inne elementy wystroju. Z rynku warto wstąpić na pobliski średniowieczny most św. Jana.

Część uzdrowiskowa położona jest o 10 minut drogi z rynku. Drogę tą najlepiej przejść ul. Lipową obsadzoną pomnikowymi drzewami i przejść dalej przez zdrojowy park. Wyjdziemy z niego w okolicach zakładu przyrodoleczniczego „Wojciech” – najbardziej charakterystycznej dla Lądka budowli. Mieści się w nim świetnie urządzona pijalnia wód (wstęp 1 zł) oraz basen leczniczy.

Wycieczkę po zabytkach Lądka proponujemy kontynuować zwiedzając dalej:

  • kaplicę zdrojową – niezły przykład barokowej architektury, niedawno odrestaurowany, z interesującymi freskami,
  • aleję modrzewiową i Dom Zdrojowy z muszlą koncertową (obok kawiarenka i cukiernia godna polecenia),
  • „Jerzy” – najstarszy w Lądku zakład przyrodoleczniczy,
  • kaplicę św. Jerzego położoną nieopodal na wzgórzu (ładna architektura i dobra panorama na okolicę).

Schodząc ze wzgórza kierujemy się do arboretum – leśnego ogrodu z okazami egzotycznych drzew i krzewów (czynne za wyjątkiem poniedziałków, wstęp za drobne). W maju kwitną tam rododendrony i azalie pontyjskie. Nieopodal jeszcze leśne źródło św. Jadwigi – woda nie jest lecznicza, ale czysta i smaczna. Wracając z arboretum można wstąpić do pobliskiego baru nad stawami, gdzie podają oprócz piwa także niezłego pstrąga i potrawy z grila.

JASKINIA RADOCHOWSKA

Wycieczka z dojazdem. Dojazd samochodem lub autobusem do Radochowa (20 km), stamtąd pieszo zielonym szlakiem. Dojście do jaskini ok. 20 min. Dokładna penetracja zajmie ok. 1 h. Wycieczkę połączyć można ze zwiedzaniem pobliskiego Cierniaka.

Jaskinia położona przy wsi Radochów, na stoku Bzowca, to często odwiedzane przez turystów miejsce. Najprościej dojdziemy do niej zielonym szlakiem, zaczynającym się na kolejowej stacyjce w Radochowie. Idzie się najpierw przez wieś, mija się stawy rybne i wychodzi na drogę między polami. Po około 10 minutach dociera się nią do skraju lasu i omija z lewej strony górę Cierniak. Zielony szlak spotka się dalej z niebieskim, który dociera tu z Lądka Zdroju przez Kalwarię na Cierniaku. Oba szlaki doprowadzają w końcu, przecinając strumień, do łąki przed Jaskinią, na której znajduje się turystyczna wiata z piecem i kominkiem.

Jaskinia Radochowska powstała w okresie górnego pliocenu (5-1,6 mln lat temu) przez wypłukiwanie się rozpuszczalnych w wodzie marmurów. W soczewce białego marmuru, na kontakcie z tzw. łupkami łyszczykowymi (szaro-żółta, krucha skała) jest wydrążona jaskinia, do której prowadzą dwa wejścia (jedno ostatnio zamknięto). Namawiamy wszystkich do zabrania ze sobą latarek i ubrań, które można wybrudzić. Chodzenie po tej jaskini jest bezpieczne, przy zachowaniu pewnej ostrożności. Apelujemy jednocześnie o uszanowanie tego miejsca – powinno pozostać czyste, w nienaruszonym stanie dla innych.

System korytarzy ma w sumie około 265 m łącznej długości i układ prawie całkiem poziomy – różnica wysokości skrajnych punktów wynosi tylko kilka metrów. Wewnątrz jednej z komór jaskini zobaczyć można jeziorko z krystalicznie czystą wodą. Przypatrując się jej uważnie zauważymy żyjące w niej niewielkie, kilkumilimetrowe podziemne kiełże – studniczki (Niphargus tatrensis). Wskutek braku światła, u tych jaskiniowych organizmów nastąpił zupełny zanik oczu i pigmentu, dlatego są one biało-przezroczyste.

Najwcześniejsza wzmianka pisana o jaskini pochodzi z 1757 r. Już przed stu laty stanowiła miejsce wycieczek kuracjuszy z Lądka. Dawniej występowały w niej jeszcze efektowne stalaktyty i stalagmity, jednak tak długie udostępnienie zniszczyło je całkowicie. Wiadomo też, że w 1936 r. badacz L. F. Zotz odkrył w osadach tej jaskini dwa skupiska kości zwierząt i czaszkę niedźwiedzia jaskiniowego. W świetle współczesnych badań nie potwierdziła się jednak hipoteza o zamieszkiwaniu jaskini przez ludzi pierwotnych.

KALWARIA, KAPLICA I PUSTELNIA NA CIERNIAKU KOŁO RADOCHOWA

Wycieczka z dojazdem. Dojazd samochodem lub autobusem do Radochowa (20 km), stamtąd pieszo niebieskim szlakiem. Droga na kalwarię ok. 15 min. Zwiedzanie zajmie ok. 30 min. Wycieczkę połączyć można z wejściem do pobliskiej Jaskini Radochowskiej lub oglądaniem kościoła i dworu we wsi.

Jadąc do Radochowa widać Cierniak z daleka. Daje się łatwo zauważyć ciemna od porastających ją świerków, masywna góra przypominająca trochę kopiec. To właśnie ona jest celem naszej wędrówki.

Na szczyt prowadzi od wsi 214 stopni ustawianych tu kolejno przez 150 lat przez pątników pielgrzymujących do kaplicy. Niektórzy umieszczali nawet na nich swoje nazwiska lub inicjały. Na wypłaszczeniu pod szczytem znajduje się interesująca nas Kalwaria. Jej powstanie wiąże się z cudownym uzdrowieniem Antoniego Wachsmanna (1809-1888), późniejszego sołtysa Raiersdorf – Radochowa. Według opowieści, dzięki ślubom złożonym przez niego Matce Boskiej, miał on w 27 roku życia uleczyć się z ciężkiej ospy i ślepoty.

Na znak cudownego uzdrowienia umieszczono tu najpierw obraz M.B. Wspomożenia Wiernych a później drewnianą kaplicę, w której pierwszą mszę odprawiono 2 lipca 1849 r. Wieść o cudzie spowodowała przybywanie tu licznych pielgrzymów i kuracjuszy z pobliskiego Lądka, dlatego Wachsmann w 1951 r. wybudował nową kaplicę murowaną, a trzy lata później rozbudował ją do obecnej postaci. Upamiętnia to data widoczna na zewnętrznej ścianie prezbiterium.

Wokół kaplicy stoi 13 stacji Drogi Krzyżowej. Pierwotnie znajdowały się w nich malowidła na blasze, które jednak uległy całkowitemu zniszczeniu. Dzisiaj w kilku z nich znajdują się ciekawe gliniane płaskorzeźby wykonane w latach 90-tych, których autorką jest Ewa Bejer. „Młodzi Ziemi Kłodzkiej” – „Junge Grafschaft” to polsko-niemiecka grupa, która kilka lat temu przeprowadziła remont schodów i Drogi Krzyżowej. Ślady ich pracy można odczytać na napisach widniejących na schodach kalwarii.

W 14 V 1853 r. zamieszkał tu pierwszy pustelnik Ernö Haucke z Ziębic. Po nim przebywało tu kolejno dziewięciu następnych opiekujących się kaplicą i rozbudowujących to miejsce kultu. Dzisiaj także mieszka tam pustelnik. Opiekuje się on kaplicą i sukcesywnie naprawia zniszczone kapliczki z Drogą Krzyżową.

ZŁOTO I ARSZENIK W KOPALNIACH ZŁOTEGO STOKU

Wycieczka z dojazdem. Dojazd samochodem do Złotego Stoku (27 km). Czas na zwiedzanie wszystkich sztolni ok. 1 godziny.

Spróbuję namówić tu Szanownych Czytelników na wyprawę w jedno z ciekawszych miejsc w okolicy. Złoty Stok, bo o nim będzie tu mowa, położony jest kilkanaście kilometrów za Lądkiem Zdrojem. Planując wyjazd urlopowy lub wakacyjny można wpaść tu po drodze, albo będąc już w Kletnie zdecydować się na przedpołudniową wyprawę samochodem. Umawiamy się z gospodarzami, u których nocujemy, na późniejszy obiad i jedziemy. Trasa z Kletna do Złotego Stoku prowadzi przez Stronie, Lądek, Orłowiec i serpentynową górską drogę na ostatnich kilometrach.

Są dwie opowiastki, które tłumaczą skąd wzięła się nazwa „Góry Złote”. Jedna z nich wywodzi nazwę od barwy jesiennych drzew, które malują te góry na przełomie września i października. Druga mówi o bogactwach, które kryją góry w swoich wnętrzach. Obydwie wersje są uzasadnione. Babie lato jest tu naprawdę wyjątkowe, a jeżeli chodzi o minerały i kruszce, to w Górach Złotych występuje duży ich wybór – rudy cynku i ołowiu, kalcyty i marmury, rudy żelaza i arsenu, srebro oraz rzeczone ZŁOTO.

W kopalniach w pobliżu Złotego Stoku jeszcze do 1961 r. prowadzono wydobycie rud arsenu oraz występującego razem z nimi złota. Kilka lat temu nieczynnymi sztolniami zaopiekowała się grupa entuzjastów, która doprowadziła do stworzenia nietuzinkowego muzeum oraz przygotowania podziemnych tras turystycznych. Za drobną opłatą możemy zwiedzić razem z przewodnikiem kilkaset metrów prawdziwych górniczych sztolni.

Opowieści i scenariusz wycieczki są świetnie przygotowane. Podczas kilkudziesięciominutowej wędrówki poznamy historię miasta, technologię wydobycia, narzędzia górnicze i nieco wiedzy geologicznej. Wszystko to doprawione ciekawostkami i legendami. Ponadto wszyscy, którzy tam byli przysięgają, że widzieli w kopalni żywego gnoma! W drugiej części podziemnej trasy zwiedza się interesującą sztolnię z podziemnym wodospadem. Na koniec przewodnicy zapraszają do pobliskiego bufetu na kawę i herbatę z arszenikiem 🙂 Szczerze polecamy tą wyprawę zwłaszcza z dziećmi – wycieczka ma spory walor edukacyjny.

Muzeum otwarte:

  • codziennie w godzinach od 9:00 do 17:00,
  • w innych godzinach zwiedzanie możliwe po wcześniejszym uzgodnieniu z Urzędem Miasta i Gminy, tel.: +48 74 817 53 13,
  • bilet normalny 9 zł, bilet ulgowy 6 zł,
  • dzieci poniżej 6 lat i opiekunowie grup mają wstęp bezpłatny,
  • kontakt z biurem muzeum telefonicznie +48 74 817 55 08 lub e-mailem aurum.ela@interia.pl
DO CZESKIEJ PRAGI BARDZO BLISKO!

Dojazd przez drogowe przejście graniczne w Kudowie. Trasa w jedną stronę około 220 km. Wyprawa minimum całodniowa, którą można sobie ułatwić zamawiając wycieczkę w PTTK lub biurze wycieczkowym. Można też własnym samochodem

Do stolicy Republiki Czeskiej stąd bliżej niż do Poznania lub Krakowa. Zmotoryzowanych namawiamy na jednodniowy wyjazd. Takie wypady organizują też miejscowe oddziały PTTK przy pomocy własnych autobusów.

Proponujemy nie ograniczać się do zakupów ale zwiedzić choćby te sztandarowe atrakcje – malownicze stare miasto miasto ze Złotą Uliczką, Mostem Karola, pałacem na Hradczanach i gotycką katedrą św. Wita. Wystarczy też czasu na spróbowanie czeskich specjałów, począwszy od bubliczek i knedlików a skończywszy piwie i „Beherowce”.